Narkotyki w życiu Marcina

narkotyki

Wychowałem się w domu dziecka. Zabrano mnie matce, gdy miałem 5 lat, była totalną alkoholiczką, ciągle imprezy, alkohol, nowi faceci, znowu imprezy. Miała troje dzieci, ja byłem ostatni, wszystkie prócz mnie zabierano po kilku miesiącach. Przychodziła do nas jakaś babka z MOPS-u co kuratelę miała sprawować czy coś takiego, ale po dwóch odebranych dzieciach matka nauczyła się udawać. Brała zasiłek i wiedziała, kiedy kontrola przychodzi, więc w sumie długo ukrywała, że znowu chla.

W bidulu było okropnie. Cała kupa dzieciaków jak ja, z rodzicami ćpunami, alkoholikami. Sierot praktycznie nie było, może z jedna, ale szybko poszła do adopcji. Dużo chłopaków z naszego bidula wódę i piguły żłopali już z mlekiem matki. Mieliśmy z dwóch upośledzonych z FAS lub czymś podobnym.

Tak od 12 roku życia jarałem zioło. Wychowawcy nas pilnowali, że i tak przemycaliśmy różne rzeczy do pokojów. Jak ktoś uciekał z bidula, to niemalże była pewność, że po powrocie wróci nawalony i resztą białego lub zielonego dla nas. Jak pisałem, większość tych gówniarzy miała rodziny, robiło się więc tak, że jak skruszona mamusia-ćpunka czy tam tatuś-alkoholik przychodził, to się od niego wyciągało fanty, aby wymienić na stuff. To nie tak, że wszyscy brali czy coś, to zależało, z kim się wtedy trzymało. Bycie grzecznym było gorsze, bo wtedy gnoili.

Tak więc w gimbazie urywaliśmy się z lekcji i szliśmy jarać, plus oczywiście alko. Jaranie nawet nie było takie złe, jak się chciało – to jaraliśmy, jeśli nie mieliśmy nic do jarania, to niewiele się działo. Gorzej miał typek, który był uzależniony od koki. Nazwijmy go Bartek. Bartek był o dwa lata ode mnie starszy, a kokę miał głównie od swojej starej. Jak rodzice innych przychodzili, dawali jakieś słodycze czy inne gówna i zapewniali, że już nie piją i nie ćpają, to matka Bartka po prostu go przekupywała koką. Bartek ćpał więc tak od trzynastki, ale zawsze gdy zwiał z domu dziecka, więc go nie złapali. Według wychowawców sprawiał problemy, ale nie na tyle, aby go przenieść do gorszej placówki.

Sam ćpałem kilka razy z Bartkiem, ale prywatnie myślałem, że to totalny zjeb. Jego główną dumą było to, że ma fajną mamusię, co daje mu ćpać. Czuł się z tego powodu lepszy od całej reszty.

Bartek jakoś przebimbał kilka lat i w końcu po osiemnastce wyszedł. Dostał kupę pieniędzy od państwa na usamodzielnienie i, oczywiście, poszedł do mamusi i wyjebał calutką kasę na ćpańsko, a sam skombinował lewe faktury, że niby sprzęt jakiś do domu kupił. I jak przedtem ćpał po trochu, to wtedy dopiero się zaczęło. Byłem od niego młodszy, więc kontakt się urwał i słyszałem tylko ploty, że mu odwaliło.

Po dwóch latach sam wyszedłem i dostałem jakąś kasę. Od razu Bartek sobie o mnie przypomniał. Okazało się, że dureń przebimbał wszystko, co miał, nadal mieszkał z matką i wyciągał kasę od starszej siostry. Dodatkowo, jego matka była znowu w ciąży, a on sam puknął jakąś ćpunkę, mieszkali więc chyba w siedem osób w dwóch pokojach, Bartek, matka, laska Bartka, jakiś fagas matki i rodzeństwo. Na początku nawet mi imponowało, że starszy kolega sobie przypomniał o mnie, szybko jednak zorientowałem się, że chodziło mu o kasę. Sam wyglądał jak wrak, zepsute zęby, nalana twarz, schudł z dwadzieścia kilo, jak tylko do nich weszłem do domu, to jego dziewczyna zaczęła się przypierdalać, że na czynsz nie mają i weź kolego pożycz. A wokół oczywiście – zioło, alko, trochę koki, matka w ciąży pijana, smród straszny w mieszkaniu.

Skojarzyło mi się to z moją własną nalaną matką, powiedziałem, że sorry, nie będę ich sponsorem i wybyłem. Od tej pory nawet zioła nie palę, bo nie chcę skończyć jak oni, a koki to już w ogóle wcale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *